TVZajawka
TVZajawka PL
film.org.pl · · 4 min czytania

WITAJCIE W HOPE [recenzja]. SCI-FI, który potrafi zaimponować rozmachem i pomysłowością

Pomysł na Witajcie w Hope narodził się już w 2017 roku pod wpływem niepokojących doniesień o amerykańskich bombowcach latających nad Pjongjangiem. The post WITAJCIE W HOPE [recenzja]. SCI-FI, który potrafi zaimponować rozmachem i pomysłowością first appeared on film.org.pl .
WITAJCIE W HOPE [recenzja]. SCI-FI, który potrafi zaimponować rozmachem i pomysłowością
Źródło ilustracji: film.org.pl

Dziesięć lat po Lamencie (2016) Na Hong-jin powraca z monumentalnym widowiskiem science fiction, które może okazać się najbardziej dyskusyjnym przedsięwzięciem w jego karierze. Nie oznacza to jednak, że koreański filmowiec przez całą dekadę odpoczywał od kina. Pomysł na Witajcie w Hope narodził się już w 2017 roku pod wpływem niepokojących doniesień o amerykańskich bombowcach latających nad Pjongjangiem. Wielu Koreańczyków mogło wtedy odbierać te wydarzenia jako zapowiedź wojny. To poczucie zagrożenia zainspirowało reżysera do stworzenia filmu, który ubrałby współczesne lęki w kostium futurystyczny. Pierwszy szkic scenariusza powstał w 2018 roku, ale pod względem technicznym produkcja okazała się nadzwyczaj skomplikowana, więc na efekt końcowy trzeba było długo poczekać. Pierwszy publiczny pokaz odbył się na festiwalu w Cannes, gdzie owacja na stojąco i związane z nią zachwyty wymieszały się z głosami krytyki, która nie podzielała entuzjazmu. W momencie canneńskiego seansu efekty specjalne nie były jeszcze ukończone, co dało wielu krytykom niepodważalny argument do obniżenia oceny. Przed ogólnodostępną premierą kinową Na Hong-jin kontynuował prace nad warstwą wizualną. Rezultat końcowy wciąż nie jest doskonały, a jednak film robi ogromne wrażenie ze względu na połączenie fantastycznych stworów wygenerowanych komputerowo z praktyczną scenografią filmową przywodzącą na myśl świat po apokalipsie. Całość uzupełnia umiejętne wykorzystanie rzeczywistej infrastruktury i krajobrazu, które nadają światu przedstawionemu surowości i wiarygodności. Akcja filmu rozgrywa się w małej miejscowości Hope Harbor, położonej w pobliżu Koreańskiej Strefy Zdemilitaryzowanej . Gdy szef miejscowej policji Beom Seok (Hwang Jung-min) otrzymuje zgłoszenie o martwej, brutalnie okaleczonej krowie, rozpoczyna dochodzenie, które szybko przeradza się w walkę o przetrwanie. Okaleczone zwierzę to zaledwie początek koszmaru i mieszkańcy będą musieli się zmierzyć z zagrożeniem, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić. W środku jednej spektakularnej akcji efektowne wejście zalicza młoda policjantka Sung Ae (Hoyeon), która wnosi do tej historii dodatkową porcję energii. Na Hong-jin buduje opowieść wokół konfliktu my kontra oni , która ma znacznie szerszy wymiar niż starcie mieszkańców niewielkiej osady z tajemniczymi istotami. Z jednej strony mamy zwykłych ludzi, przywiązanych do małego skrawka ziemi i próbujących ocalić dotychczasowy porządek, a z drugiej – potęgę, wobec której wydają się całkowicie bezradni. W tej konfrontacji można dostrzec aluzje do współczesnych podziałów społecznych i mechanizmów władzy, które często polegają na wykorzystywaniu poczucia zagrożenia, by wyznaczać granice między nami a obcymi . Materiały promujące film przyciągają uwagę nazwiskami Alicii Vikander i Michaela Fassbendera , choć ich udział niekoniecznie oznacza to, czego mogliby oczekiwać fani obojga aktorów. Twórcy mają w zanadrzu kilka niespodzianek związanych z obsadą, dlatego najlepiej nie zdradzać zbyt wiele na temat ich ekranowych wcieleń. Ja przed seansem nie wiedziałem w jakim charakterze pojawią się europejscy wykonawcy, więc innym też nie będę spoilerował. Powiem tylko, że największą pozytywną niespodzianką okazała się południowokoreańska aktorka Hoyeon, znana przede wszystkim ze Squid Game , która ukradła show męskim postaciom. Witajcie w Hope to interesująca pozycja dla miłośników monster movies i komedii fantastycznych. Klimat jest dosyć odległy od Lamentu ze względu na widoczną przewagę humoru nad elementami grozy. To właśnie ten element najbardziej mnie uwiera. Choć publiczność na sali kinowej reagowała śmiechem, w moim odczuciu żarty nie są zbyt udane. Niepotrzebnie osłabiają intensywność akcji i napięcie, które jest obecne w scenach pościgów i ucieczek przed potworami. Na niekorzyść działa też długość filmu. W ciągu 160 minut tempo nie jest równe, a wolniejsze fragmenty sprawiają, że opowieść chwilami traci impet. Finał pozostawia szeroko otwartą furtkę do kontynuacji, a nawet całej serii, co budzi we mnie mieszane odczucia. Świat wykreowany przez Na Hong-jina ma potencjał, by stać się scenerią kolejnych przygód, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że omawiana produkcja jest dopiero wstępem do znacznie większej historii, a nie w pełni samodzielnym dziełem. Niektóre wątki sprawiają wrażenie zaledwie zarysowanych, jakby ich rozwinięcie odłożono na później. Rodzi to obawę, że reżyser pójdzie ścieżką Jamesa Camerona, dla którego Avatar stał się rozbudowanym uniwersum pochłaniającym zbyt wiele czasu. Mimo tych zastrzeżeń Witajcie w Hope pozostaje widowiskiem, które potrafi zaimponować rozmachem, pomysłowością i efektownymi scenami fizycznej konfrontacji z agresywnym stworzeniem. Nie jest to powrót do mrocznych klimatów rodem z Lamentu , lecz raczej próba stworzenia koreańskiej odpowiedzi na hollywoodzkie blockbustery o tematyce fantastycznej. Polski szlak festiwalowy tego filmu rozpoczął się od Gdańska ( Octopus Film Festival ), skąd tytuł powędrował na Warszawski Festiwal Filmowy, gdzie go obejrzałem w Kinie Luna. Przed wejściem do normalnej dystrybucji film będzie jeszcze wyświetlany w Kinotece w ramach Splat!FilmFest . Oficjalna premiera w polskich kinach została zaplanowana na 30 października. The post WITAJCIE W HOPE [recenzja]. SCI-FI, który potrafi zaimponować rozmachem i pomysłowością first appeared on film.org.pl .

Oryginalne źródło

Czytaj pełny artykuł w serwisie film.org.pl

Wspieraj rzetelne dziennikarstwo — kliknij poniżej, aby przejść do oficjalnej publikacji w serwisie film.org.pl.

Przejdź do artykułu u źródła ↗
Nie przegap

Zobacz również

Wszystkie wiadomości →
Andrzej Mogielnicki: Lady Pank było naszym dzieckiem. To dziecko zaczęło mnie pożerać [WYWIAD]
Film
Onet Kultura · 4 godz. temu

Andrzej Mogielnicki: Lady Pank było naszym dzieckiem. To dziecko zaczęło mnie pożerać [WYWIAD]

— Oni wyjeżdżali w trasę, a ja siedziałem przy telefonie, bo wiedziałem, że zaraz zadzwonią: jakaś afera w hotelu albo coś gorszego — wspomina Andrzej Mogielnicki. Współtwórca Lady Pank i autor tekstów największych przebojów zespołu opowiada o kulisach sukcesu, zerwaniu i pojednaniu z Janem Borysewiczem oraz życiu n...

1 min czytania Czytaj →